DOCUMENT_ID // Robot ma już 70 lat! Poznaj fascynującą historię maszyn: od legend SF po RoboWeek.

Kiedyś mechaniczni słudzy bogów, dziś inteligentne maszyny w naszych domach. Poznaj ewolucję automatów: od palącego papierosy Elektro po programowalny Unimate. Sprawdź, jak wizje Asimova i Lema stały się fundamentem nowoczesnej technologii!

Robot ma już 70 lat! Poznaj fascynującą historię maszyn: od legend SF po RoboWeek.

Czy wiecie, że w marcu 2010 Izba Reprezentantów Kongresu USA ustanowiła drugi tydzień kwietnia oficjalnym "Narodowym Tygodniem Robotyki", znanym szerzej jako RoboWeek? Sama ustawa zresztą wskazuje, że obchodzenie tego specyficznego święta odbywa się "w uznaniu osiągnięć Izaaka Asimova", którego Trzy Prawa Robotyki (czy raczej cztery, z nowododanym Prawem Zerowym) upatrywane są jako fundament dla przyszłych regulacji dotyczących autonomicznych robotów (lub jak Lem, zresztą nie darzący sympatią tego konkretnie kolegi po fachu, uwielbiał je nazywać - automatów).

Od kiedy roboty czy automaty nam jednak towarzyszą? No cóż, w codziennym życiu od nie tak dawna i pod postaciami raczej mało autonomicznymi (chyba że Lidlo- czy Termomixy można nazwać autonomicznymi :)), jednak generalnie robotyka w tym roku kończy aż 70 lat! George Charles Devol Jr. (1912-2011) nazywany również "Dziadkiem Robotyki" patent na swojego pierwszego robota przemysłowego złożył bowiem w roku 1954, w ramach którego postulował o objęcie ochroną "...wynalazku dotyczącego automatycznej obsługi maszyn, w szczególności urządzeń przeładunkowych, oraz automatycznej aparatury sterującej dostosowanej do takich maszyn..." nazwanego Unimate.

Co prawda, gdyby patenty z XV wieku działały do dziś, pewnie p. Devol mógłby mieć problemy z uzyskaniem ochrony swojego wynalazku, zwłaszcza, że humanoidalne maszyny szkicował już Leonardo Da Vinci w 1495 roku, a (duuuużo) wcześniej grecki bóg Hefajstos (czy też Vulkan u Rzymian) korzystał z pomocy mechanicznych sług.

Pierwsze humanoidalne roboty pojawiały się zresztą już w 1928 - Eric, zaprezentowany w Londynie potrafił za pomocą elektromagnesów poruszać głową i rękoma, czym zszokował publiczność Model Engineers Society. Jego młodszy, bo zaprezentowany w 1939 roku "brat" Elektro nauczył się chodzić, wymawiać 700 słów, palić papierosy (dzisiaj by to chyba nie przeszło) oraz dmuchać balony. Zarówno jednak Eric, jak i Elekro byli sterowani zdalnie przez operatora - nie są w takim razie uznawani za "pełnoprawne" roboty.

Dlaczego zatem to Unimate jest uznawany za protoplastę robotów? Przede wszystkim dlatego, że był on pierwszym tworem, który był w pełni programowalny, czyli nie bezpośrednio sterowalny przez kogoś z zewnątrz. Ponadto to właśnie "dziecko" Devola było robotem przynoszącym realną korzyść dla ludzi - eksperymentalne maszyny, nawet posiadające pewną dozę autonomii pojawiały się bowiem nawet wcześniej. Pierwsze roboty, Elmer i Elsie skonstruowane w latach 1948-1949 przez Williama Grey Waltera potrafiły samodzielnie przemieścić się do stacji ładującej w momencie, gdy kończyły im się baterie. Stanowiły zresztą podstawę dla opartego o proste układy analogowe nurtu robotyki zwanego BEAM (Biology, Electronics, Aesthetics, Mechanics). Ich zastosowania miały charakter jednak głównie naukowy, z pewnością wpływający na rozwój przyszłych maszyn, jednak jako takie nie miały żadnego praktycznego zastosowania.

No dobra, może koniec historii, w końcu to profil poświęcony SF - więc może na nim się skupmy. W kinie robotów, głównie tych autonomicznych, mamy mnóstwo. Kiedy jednak to się zaczęło?

Internet podpowiada niemiecki tytuł Fritza Langa "Metropolis" z 1927 roku, gdzie robot jest jedną z pierwszoplanowych postaci, sama postać robota pojawiła się jednak wcześniej - w opowiadającym o Houdinim "The Master Mystery" z 1919 roku. A co było później? Mieliśmy zarówno roboty humanoidalne, androidy, na które polował Decker w "Blade Runner" z 1982 roku (i później w 2017 zresztą też), mieliśmy sympatyczne maszyny bojowe takie jak Johny 5 ("...is alive" w 1986 roku, jak i kilka późniejszych jego wcieleń - chociażby Chappie), mieliśmy wreszcie wielkie roboty transformujące się w przedmioty użytku codziennego, przez które nota bene jedynym prawidłowym kolorem dla Chevroleta Camaro jest żółty Bumblebee.

Maszyny potrafiły walczyć z nami (Terminator, w tej chwili zresztą chyba już z lekko przeeskploatowany), służyć nam jako narzędzi walki (znowu wielkie roboty w Pacific Rim), doglądać porządku (Robocop - zarówno ten z 1987 jak i kolejne jego wcielenia) ale również stanowić swego rodzaju dalekiego potomka iRoomby w osobie WALL-E. Ekranizowano również jedno z największych dzieł przywołanego na samym początku Asimova - "Ja, Robot", gdzie co prawda nieco "zgubiono" część przekazu, ale sam film naprawdę godny polecenia.

A Wy jak postrzegacie roboty w naszym świecie? Tym realnym, dzisiejszym, w przyszłości jak i tym wyimaginowanym, opisanym na kartach książek czy przedstawionym w kinie? No i najważniejsze - jak będziecie obchodzić to swoiste "święto" robotów?

Autor wpisu

O AUTORZE

Autor thrillerów z elementami science-fiction oraz powieści z nurtu military hard SF. Na blogu analizuje punkty styku technologii, współczesnej obronności i warsztatu literackiego, stawiając na realizm operacyjny i logikę w każdym aspekcie twórczości.