DOCUMENT_ID // Komandosi w sutannach i wieczna wojna – recenzja „Imienia Duszy” Jakuba Pawełka

Gotowi na starcie nowoczesnych egzorcystów z legionami potępionych? Jakub Pawełek serwuje wybuchową mieszankę akcji i teologii w swojej najnowszej książce. Sprawdźcie, dlaczego "Imię Duszy" to początek sagi, którą warto znać.

Komandosi w sutannach i wieczna wojna – recenzja „Imienia Duszy” Jakuba Pawełka

Wielkanoc pozwoliła na nadrobienie nie tylko kwestii pisania, ale również czytania... Co wpadło? Ano nowa powieść Jakuba Pawełka, wydana nietypowo, bo przez Skarpę Warszawską, a nie u dotychczasowego wydawcy. Skąd taka decyzja - trudno stwierdzić, nikomu, może poza samym autorem i wydawcą oceniać 🙂

Zmiana jednak nie ograniczyła się jedynie do wydawcy, ale również do gatunku (gatunków?) w jakim spróbował sił autor. W "Wieczne Igrzysko: Imię Duszy" mamy bowiem miks fantasy i thrillera politycznego - oto bowiem okazuje się, że w naszej dzisiejszej rzeczywistości toczy się wieczna (a jeśli nie wieczna, to z pewnością długa) wojna pomiędzy siłami Dobra i Zła w bardzo czystej formie - religie kontra diabeł (bardziej lub mniej) wcielony. Jak to wyszło?

Według mnie całkiem fajnie. Mamy oddziały Kanoników przedstawiane jako wyszkoleni operatorzy walczący z bezdusznymi i do cna złymi Piekelnikami przybierającymi postaci żołnierzy z różnych epok - od pojawiających się bardzo szybko samurajów (choć praktycznie wyłącznie naparzających mieczami - gdzie słynne asymetryczne łuki?) poprzez piechurów napoleońskich, na siłach z czasów ***tutaj bym niechcący zaspojlerował*** kończąc.

Do tego mamy warstwę polityczną - rozgrywek i zagrywek pomiędzy katolickimi księżmi oraz hierarchami wyznającymi inne (ale chyba tylko monoteistyczne) religie, które chciałyby odzyskać władzę nad Kapitułą działania bojowe przeciwko Złemu koordynującą.

Co prawda, jeśli zaczniemy się przyglądać, trochę błędów się dopatrzymy (dlaczego nasi Kanonicy praktycznie nie korzystają ze wsparcia lotniczego, a podczas szkolenia pominęli praktycznie broń ciężką), ale zdecydowanie nie psują one zabawy z czytania (czy też słuchania w moim przypadku - choć tutaj lektor Audioteki poległ na geografii Włoch i z uporem godnym większej sprawy opowiada o Toksanii). Mamy bowiem fajne, choć może nieco jednowymiarowe, ale dobrze opisane postaci, mamy kilka świetnie "plastycznie" opisanych scen (przesłuchanie, czy też stosując język świata książki - "spowiedź"), mamy dość dobrze przedstawione walki.

Imię Duszy zresztą jest pierwszą częścią cyklu (ponoć dwuczęściowego - ale patrząc na poprzednie dzieła Jakuba Pawełka, to pewnie na dwóch się nie skończy 🙂 ) - urywa się bowiem trochę tak, jak #banita, więc trzeba napisać, co było dalej.

Skądinąd wiem, że druga się pojawi zdecydowanie szybciej niż moje zwieńczenie #kulaswiatow.

Czy sięgnę do następnej części? Raczej tak - mam co prawda pewne pomysły, jak się może to zakończyć, ale liczę (a patrząc na wcześniejszy dorobek się nie przeliczę), że autor mnie zaskoczy.

Czy polecam? Zdecydowanie tak - co prawda zabawa w tajne legiony prowadzące wojnę o nasze dusze może wielkim nowum nie jest, jednak Jakub Pawełek fajnie ten temat potraktował.

Autor wpisu

O AUTORZE

Autor thrillerów z elementami science-fiction oraz powieści z nurtu military hard SF. Na blogu analizuje punkty styku technologii, współczesnej obronności i warsztatu literackiego, stawiając na realizm operacyjny i logikę w każdym aspekcie twórczości.