DOCUMENT_ID // Od 640 KB RAM do smartfona: Jaka była Twoja pierwsza „maszyna”?

Widok starego komputera z Czarnobyla ożywił wspomnienia o procesorach 286 i walce o kilobajty. To była era, w której przycisk Turbo realnie zmieniał zasady gry. Pamiętacie jeszcze magię tamtych maszyn i szum napędów?

Od 640 KB RAM do smartfona: Jaka była Twoja pierwsza „maszyna”?

Jaką specyfikację ma komputer, na którym czytacie tego posta? OK, większość pewnie czyta go na telefonie... Niemniej jednak pytanie nadal zasadne - jaką specyfikację ma Wasz telefon? Ile RAMu, jakie taktowanie procesora, jaki układ graficzny?

Skąd te pytania? Przyznaję, że trochę zebrało mi się na wspominki po tym, jak natrafiłem na ciekawy kanał na YT, na którym autorzy pochylają się nad komputerami, z których korzystano... w Czernobylu. Natomiast odcinek 3 (link w pierwszym komentarzu) prezentuje maszynę typu desktop, która wzbudziła wspomnienia - jej konfiguracja bowiem jest bardzo zbieżna z moim pierwszym komputerem, którym, dość nietypowo zresztą, był PeCet.

Na kanale mamy maszynę napędzaną sowiecką wersja procesora 8086, na zachodzie zwanego również XT, wspieranego przez zawrotną ilość pamięci operacyjnej 640kB. Dla młodszego pokolenia tylko przypomnę, że 1MB to 1024KB, czyli 8GB występujące w budżetowych laptopach (jak i chociażby w słabszych odmianach karty graficznej GeForce GTX) to 8,388,608KB - czyli ponad 13 tysięcy razy więcej. Twardy dysk? No cóż - brak, startujemy z dyskietek - to takie wydrukowane w 3D ikonki zapisu. Choć też nie do końca... Wzorcem dla ikonki zapisu była bowiem dyskietka 3.5 cala udostępniająca całe 1.44MB pojemności - w przypadku omawianego komputera z Czarnobyla mamy jednak napęd 5 1/4 cala (jakoś nie pamiętam, aby się używało określenia 5.25 tylko właśnie "pięć i jedna czwarta"), a nawet dwa podpięte z tyłu specjalnymi kablami (pierwsze USB to jednak czasy duuuużo późniejsze).

Jak ta konfiguracja miała się do mojej pierwszej "maszyny"? No cóż - XT widziałem tylko w szkole podstawowej, gdy te dumne skrzynki zastąpiły posiadanego przez Pana od Techniki wysłużonego Timexa (który nota bene miał klawiaturę z wypisanymi na niej podstawowymi komendami BASICa - więc nie trzeba było ich wklepywać, nacisnęło się klawisz, a ECHO czy znienawidzone GOTO się pojawiało w istnie magiczny sposób), a w moim domu pewnego Sylwestra pojawił się komputer klasy AT - oparta na procesorze 80286 (z koprocesorem - czyli procesorem arytmetycznym) maszyna posiadająca aż 1MB RAMu (a tak naprawdę 640KB pamięci podstawowej i 386kB pamięci rozszerzonej) z dość nietypową na te czasy kartą Hercules (z dedykowaną pamięcią 64KB oraz naprawdę wysoką rozdzielczością graficzną 720x348, jednak transmitującą jedynie barwy monochromatyczne), a nie jak większość tego rodzaju sprzętów CGA lub u prawdziwych bogaczy - EGA (VGA to nadal pieśń przyszłości). Dlaczego pamiętam, że był to Sylwester? No cóż... Bo jak już komputer trafił w moje ręce, to należało się nim pobawić... A że niespecjalnie było czym - miałem wyłącznie dyskietki z systemem operacyjnym MS DOS 3.30, to bawiłem się... testami BIOSa i restartowaniem komputera. Dopóki nie uruchomiłem testu formatowania niskopoziomowego na jedynej dyskietce systemowej, jaką miałem - później już do północy uruchamiałem tylko testy BIOSa 🙂 System udało mi się "pozyskać" od kolegi dopiero dwa dni później...

Co można było na takiej maszynie robić? W gruncie rzeczy całkiem sporo - a z pewnością sporo się nauczyć... Gier praktycznie nie było - pamiętam Sokobana (ustawianie paczek w magazynie) i Tetris. Później pojawił się pierwszy Prince of Persia, ale on był zarezerwowany dla posiadaczy dysków twardych. No i nieco lepszych, gamingowych kart graficznych (CGA/EGA).

No i tutaj dochodzimy do tego, dlaczego można było się dużo nauczyć. Otóż razem z moim bardzo dobrym kolegą (pozdrawiam Rafała 🙂 ), który zresztą miał lepsze podstawy ode mnie, bo nie dość, że był starszy (a 2 lata to w tamtym wieku była znacząca różnica - on w liceum, ja w podstawówce) to jeszcze wcześniej miał Commodore64, uznaliśmy, że również chcemy grać... A że gry nie chciały współpracować - trzeba było je ładnie o to poprosić... Na przykład pisząc w assemblerze emulator CGA dla Herculesa, a wspomnianego Prince of Persia podzielić na dyskietki tak, aby można było "doładowywać" grę jak się przeszło kolejny poziom.

Zresztą oszukiwanie nie ograniczało się tylko do samego uruchomienia gier - oszukiwać można było również w samej rozgrywce... Uruchamiało się wspomnianego Prince of Persia przy włączonym Turbo (taki przycisk na obudowie "dopalający" procesor do 16Mhz), a następnie jak trzeba było zwolnić - wyłączało się Turbo i wszystko zwalniało (procesor zwalniał do 12Mhz). Czasem wtedy łatwiej przejść niektóre co trudniejsze momenty 🙂

Na wspomnianym filmie niemal ze łzami w oczach oglądałem fragment, gdzie autorzy uruchamiają DOSa 3.30 i Volkov Commandera - dużo lżejszą wersję Norton Commandera, napisaną nota bene właśnie na Ukrainie. Sam przyznaję, że używałem Nortona, niemniej jednak głównie dlatego, że miałem te dodatkowe kilobajty RAMu. Dzięki nim bowiem mogłem korzystać z czegoś, co nazywało się RAM-dyskiem - takim twardym dyskiem tworzonym w pamięci RAM podczas startu systemu (w pliku AUTOEXEC.BAT), na który kopiowałem podstawowe pliki DOSa (IO.SYS, MSDOS.SYS i COMMAND.COM) oraz właśnie Nortona (NC.EXE) i mogłem po załadowaniu się systemu (i jeszcze zmianie ścieżek dostępowych w tym samym pliku - aby system szukał sobie określonych plików właśnie na RAM-dysku, a nie na dyskietce) wyjąć dyskietkę i cieszyć się naprawdę szybkim działaniem (przynajmniej systemu operacyjnego i nakładki). Zresztą, jakby ktoś chciał poczuć klimat prawdziwego Nortona (a nie jego niegodnych następców w stylu Total Commandera) to polecam poszukać programu o nazwie FAR - wyśmienicie działa na obecnych Windowsach, potrafi robić naprawdę fajne rzeczy (podpięcia FTP/SFTP, menedżer procesów czy edytory podświetlające składnię) a działa w trybie pseudo-tekstowym.

Później były 386SX, 486DX, 486DX2 ("karta muzyczna" Covox), Pentium 122 (i pierwsze kroki z 3D Studio 4.0 i liczącą się przez 2 dni animacją lądującego promu z Gwiezdnych Wojen) i jeszcze kilka modeli, których już dokładnych konfiguracji nie pomnę. Jednak AT pamiętam do dziś, a nie wiem nawet, czy jakbym nie pogrzebał w piwnicy, to obok wszystkich numerów Bajtka gdzieś bym jeszcze znalazł skrzynkę... A jeśli nie sama skrzynkę, to na pewno dyskietki czy późniejsze płytki CD (ktoś chciałby oryginalne Cywilizacje 3 i 4? 🙂 ).

Wracając jednak nieco do pytania z początku wywodu - i nieco je modyfikując - jakie były Wasze pierwsze komputery? A może telefony - nieśmiertelna Nokia 3110, a może coś wcześniejszego? Ja pamiętam jak kiedyś, za ciężkie pieniądze zresztą, kupiłem sobie Nokię 7110 - czyli legendarnego, Matrixowego banana... A może pierwszy Razr? Albo, jak moi koledzy, którzy zaraz po maturze założyli firmę składająca komputery, mieliście chyba pierwsze smartfony, czyli Nokie 9110 Communicator?

Autor wpisu

O AUTORZE

Autor thrillerów z elementami science-fiction oraz powieści z nurtu military hard SF. Na blogu analizuje punkty styku technologii, współczesnej obronności i warsztatu literackiego, stawiając na realizm operacyjny i logikę w każdym aspekcie twórczości.