DOCUMENT_ID // May the 4th inaczej: Od Margaret Thatcher po zapomniane Ewoki

Od Margaret Thatcher po zapomniane przygody Ewoków – tak zmieniało się uniwersum Star Wars. Jeśli masz dość nowej trylogii, postaw na retro klasyki łączące fantasy z science-fiction. Jakie są Twoje nietypowe pomysły na dzisiejsze święto?

May the 4th inaczej: Od Margaret Thatcher po zapomniane Ewoki

Jakimi słowami partia, do której należała Margaret Thatcher pogratulowała pierwszej w historii Wielkiej Brytanii kobiecie wygranej, która miała miejsce 4 maja 1979 roku?

"May the 4th be with you, Maggie. Congratulations." - słowa, które pojawiły się na łamach London Evening News z pewnością miały powiązanie z wypuszczoną zaledwie 2 lata wcześniej "Nową Nadzieją". Zwrot ten zresztą pojawiał się później wielokrotnie, chociażby w jednym z odcinków serialu o Hrabim Drakuli pt. "The Vampire Strikes Back" (1988) czy podczas debaty na temat obronności w angielskim parlamencie mającej miejsce 4 maja 1994 roku. Jednak dopiero w 2008 słowa "May The 4th Be With You" zostały skojarzone z Dniem Luke'a Skywalkera, a w 2011 w Ontario miały miejsce pierwsze oficjalne obchody "Star Wars Day".

Z okazji dzisiejszego święta odpaliłem VOD aktualnego właściciela praw autorskich do tego kultowego uniwersum, głównie chyba aby zobaczyć, jak wielu filmów czy seriali nie widziałem 🙂 I których jakoś mi szkoda czasu oglądać 🙁

Kiedyś byłem wielkim fanem Gwiezdnych Wojen, nawet zdarzyło mi się być na jednym czy dwóch konwentach, ale później jakoś intensywność uczucia do tego, co się wydarzyło dawno, dawno temu w odległej galaktyce powoli słabła... Zresztą przejęcie uniwersum przez Disneya i nowe epizody, najwyraźniej mające na celu powtórzenie sukcesu "oryginalnej" trylogii nie pomogły... Zwłaszcza, że dla mnie zawsze było i chyba pozostanie wzorem rozwój tego świata przedstawiony w książkowej (niestety tylko) Trylogii Thrawna napisanej przez niezrównanego Timothy Zahna.

Tak, wiem, słynny admirał pojawił się w Ashoka, ale wyjątkowo mi nie pasuje wcielający się w niego aktor. Poziom charyzmy, jaką odznaczał się pierwowzór z (niekanonicznej niestety) oryginalnej Trylogii o admirale Thrawnie w mojej ocenie przerósł wcielającego się w tę rolę aktora, jak i scenarzystów...

Ale nie będę się tutaj wyżywał na najbardziej idiotycznych scenach z "nowej" Trylogii (choć o lataniu w przestrzeni kosmicznej przy byciu "otulonym mocą", gołej klacie podróbki Vadera czy wykorzystaniu skoku w celu zniszczenia okrętu, co praktycznie stawia pod znakiem zapytania całą taktykę stosowaną w uniwersum można napisać dużo), a pozwolę sobie przypomnieć filmy, których pewnie wielu z Was nie widziało (albo wręcz nie wiedziało o ich istnieniu). I nie, nie chodzi tutaj o sławną, czy może raczej niesławną 98-minutową farsę emitowaną przez stację CBS w 1977 pod tytułem "Star Wars Holiday Special". Mam na myśli dwa spinoffy, nakręcone kiedy jeszcze moda na spinoffy nie była tak rozprzestrzeniona jak obecnie, a opowiadające o pociesznych/milusich/denerwujących/niebezpiecznych/krwiożerczych (niepotrzebne skreślić) mieszkańcach planety #Endor - Ewokach.

Zarówno "Caravan of Courage: An Ewok Adveture" (1984), jak i sequel "Ewoks: The Battle for Endor" (1985) pokazują bowiem, że futrzaści pogromcy szturmowców z "Return of the Jedi" już wcześniej mieli kontakt z pozaplanetarnymi (z ich punktu widzenia) osobnikami rasy ludzkiej. Co ciekawe, historia stanowiąca kanwę dla scenariusza dla obydwu filmów wyszła spod pióra George'a Lucasa, choć (i to był pewnie powód, dlaczego filmy te nie zdobyły większej popularności) zarówno reżyseria jak i muzyka zostały powierzone mniej znanym twórcom, którzy zresztą nie wykorzystali okazji i pozostali mniej znani.

Czy oznacza to jednak, że filmy są złe? Zdecydowanie nie... Co prawda mamy w ich przypadku pewien mariaż pomiędzy fantasy a science-fiction (a jak wiemy fani fantasy z reguły nie w pełni rozumieją się z fanai scifi - zwłaszcza w kontekście stosowania zaklęć obronnych przeciwko torpedom energetycznym), ale według mnie wbrew pozorom całkiem udany. Choć może tego rodzaju łączenie światów jest dość mało popularne, a jak się już na nie ktoś zdecyduje, to rzadko zdobywa popularność. Podobny zabieg pamiętam również z aktorskiego He-Mana, granego przez magistra chemii i absolwenta MIT, a przy okazji również kapitana szwedzkiej drużyny w karate Kyokushin (konkurencja kumite), dwukrotnego mistrza Europy i mistrza Australii w tej dziedzinie. W tym przypadku ponownie - sam film zły nie był, ale jakoś "nie chwycił" - choć czytałem, że są plany remake'a, w którym rolę umięśnionego blondaska z mieczem kryjącym w sobie Potęgę Posępnego Czerepu ma zagrać Kyle Allen (jakoś sobie tego nie wyobrażam, ale to może ja...).

Wracając jednak do Ewoków - przyznaję, nie wiem, gdzie można obecnie obejrzeć te filmy, ale jak ktoś znajdzie, to polecam właśnie na dzisiaj... Byłby to zdecydowanie niestandardowy sposób na świętowanie "Dnia Gwiezdnych Wojen" - chyba że Wy macie jakieś równie niestandardowe, albo bardziej odjechane pomysły na to święto? Od razu powiem, że zawody szturmowców w strzelaniu do celu są już passe - nikt jeszcze nigdy nie wygrał

Autor wpisu

O AUTORZE

Autor thrillerów z elementami science-fiction oraz powieści z nurtu military hard SF. Na blogu analizuje punkty styku technologii, współczesnej obronności i warsztatu literackiego, stawiając na realizm operacyjny i logikę w każdym aspekcie twórczości.