DOCUMENT_ID // Jack Ryan sezon 3: Jak zepsuć legendę Toma Clancy’ego?

Pożegnajcie realizm, przywitajcie absurd. Trzeci sezon Jacka Ryana to festiwal technicznych wpadek, który obraża dziedzictwo Clancy’ego. Czy Amazon właśnie ostatecznie pogrzebał potencjał tej kultowej postaci?

Jack Ryan sezon 3: Jak zepsuć legendę Toma Clancy’ego?

No dobrze, "zmęczyłem" trzeci sezon Jacka Ryana z Amazona... Dlaczego zmęczyłem?

No więc tak - pierwszy sezon bardzo mi się podobał - naprawdę... Mieliśmy Arabów mówiących po arabsku, mieliśmy Ryana zmagającego się z dolegliwościami, przez które musiał odejść z wojska i obecnie pracującego przede wszystkim głową, ale nie w pełni jeszcze rozumiejącego zawiłości szpiegowskiego fachu. Mieliśmy wreszcie Greera, który również miał "swoje za uszami", jednak stanowił pewnego rodzaju wzór dla nieopierzonego jeszcze dra Ryana, a przynajmniej w zakresie zrozumienia tego, jak świat służb specjalnych działa. Czyli naprawdę fajnie zarysowane, a przede wszystkim prawdziwe postacie, a nie superbohaterów czy serialowych śmieszków. Również sama fabuła była ciekawa, pełna niejednokrotnie zaskakujących zwrotów, a protagoniści posiadali wiarygodne motywacje swoich działań.

Drugi sezon był zdecydowanie słabszy pod kątem fabuły, ale nadal realizm, którego spodziewałbym się po serialu sygnowanym nazwiskiem Clancy stał na przyzwoitym poziomie. Oczywiście, dałoby się do tego czy tamtego przyczepić, ale nie było źle...

Trzeci sezon to jednak porażka. Niejako parafrazując mój wcześniejszy opis sezonu pierwszego: mamy Rosjan i Czechów mówiących po angielsku (z tym udawanym rosyjskim akcentem - zresztą niejednokrotnie granych przez naszych rodaków), mamy Ryana, który zdecydowanie chce konkurować z Etankiem Łowcą z Mission Impossible i biega, strzela, walczy i wie generalnie wszystko, no i mamy Greera, który teraz odstawił cukier, więc nie może jeść pączków (ale jakby się mimo tego stał nieco większy...). Jedyną chyba naprawdę fajną postacią jest Mike November, choć czasami wykorzystywany jest jako właśnie lokalny klaun.

Fabuła naciągana, protagoniści nie za bardzo wiedzą, czego chcą, a już na pewno nie maja pewności, dlaczego. No i kosmiczny regres w dziedzinie realizmu - latanie z wyjęta spluwą po mieście, gdzie dla nikogo to specjalnego wrażenia nie robi, trzymanie palca na spuście przez Ryana (a w czołówce widać jego odznakę "Rifle Specialist" - to kto go tak nauczył?) czy też przeszukanie bez rękawiczek i robienia zdjęć przed ruszeniem przedmiotów, aby później wiedzieć, jak je poprawnie odłożyć.

Co się stało? Pewnie budżet się stał - 8 odcinków, a pomysł na fabułę nienajgorszy, więc go wykastrujmy to się zmieścimy, dodatkowo przyoszczędzimy na konsultantach i sprzęcie - przecież nikt się zorientuje, jak weźmiemy tego samego Black Hawka (choć go przemalujemy z zielonego na czarny - po co? aby był prawdziwy Black?) zarówno dla Policji/Armii Czech jak i operatorów CIA (Ci też nie wiem, skąd się tam wzięli). No i Krasinski chciał jednak poczuć się jak Cruise i również biegać, skakać, latać, pływać, w tańcu, w ruchu wypoczywać (jakby to powiedział Kot, to jest Kleks, to znaczy nowy Kleks, a może stary?).

Szkoda, wielka szkoda... Naprawdę uwielbiam literaturę Clancy'ego, ale, co się dość rzadko zdarza, również ekranizacje jego książek. Nie pamiętam żadnej ekranizacji, która by mi się zdecydowanie nie podobała - "Suma wszystkich strachów", gdzie wreszcie nikt nie rozbraja bomby na sekundę przed detonacją nie wiem, czy nie przebiła nawet Harrisona Forda w roli Ryana. Nawet "Teoria Chaosu" gdzie znowu poszło nieco w stronę serii Mission Impossible tudzież Bourne'a, miała jednak ten zauważalny element realizmu. W najnowszym Ryanie realizm niestety szlag trafił, fabułę przyśpieszono i wyszło jak wyszło... Aż boję się, co będzie w sezonie czwartym (ponoć ostatnim - ale jak to tak ma się rozwijać, to przykro).

Aha - a 'propos realizmu - na zdjęciu widok z radaru celowniczego (???) rosyjskiego okrętu... Prawda, że to połączenie cyrylicy z alfabetem arabskim jest piękne? Ale może widz mógłby nie zauważyć, o jaki okręt chodzi, jeśliby nie miał tego napisanego swoim alfabetem? 🙂

PS. Tak, zgadza się, przyczepiłem się jak rzep psiego ogona jednego kadru, który na ekranie wyświetla się może przez sekundę... Ale to on dla mnie jest tak naprawdę kwintesencją upadku tego serialu.

Nie zrozumcie mnie źle - gdyby taki sam kadr pojawił się w którymś z filmów z serii Mission Impossible, Bourne'a, o Bondzie nie wspominając - nie miałbym najmniejszych pretensji. Ale tutaj mamy w tytule ten przedrostek, który powinien do czegoś zobowiązywać - "Tom Clancy's"... Niestety w trzecim sezonie dodanie tego elementu to tak jak dodanie do disneyowskiej animacji "Planes" przedrostka "Jane's" odnoszącego się do słynnego wydawnictwa...

Autor wpisu

O AUTORZE

Autor thrillerów z elementami science-fiction oraz powieści z nurtu military hard SF. Na blogu analizuje punkty styku technologii, współczesnej obronności i warsztatu literackiego, stawiając na realizm operacyjny i logikę w każdym aspekcie twórczości.