Za 6 dni dokładnie 55 lat temu roku rosyjski kosmonauta Alexei Leonov mógłby powiedzieć:
I take this step for my country, for my people, and for the Marxist-Leninist way of life, knowing that today is but one small step on a journey that someday will take us all to the stars.
Mógłby, choć powiedział to jedynie w alternatywnej historii przedstawionej w rewelacyjnym serialu "For All Mankind".
W naszym świecie większość z nas pewnie wie, że słowa:
That's one small step for a man. One giant leap for mankind.
zostały wypowiedziane dokładnie 55 lat temu przez Neila Armstronga w momencie, gdy jego stopa dotknęła powierzchni naszego naturalnego satelity.
Ta rocznica z pewnością warta jest wspomnienia również z uwagi na nowy wyścig na Księżyc, w którym uczestniczy znacznie więcej krajów. Co więcej - ostatnie doniesienia mogą sugerować, że na prowadzenie wysuwają się Chiny. Czy przewidziałem to w powieści Kontroler? Niekoniecznie, bo zgodnie z literacką fikcją w 2027 roku mamy tam już 2 bazy: zarządzaną przez CNSA i współtworzoną przez ESA i NASA... Chyba rzeczywistość nie dogoni mojej wyobraźni, niemniej jednak zobaczcie, jak mogłaby taka chińska placówka wyglądać:
Odwrotna strona Księżyca, nazywana potocznie ciemną, wcale nie jest ciemniejsza od tej widocznej z Ziemi. W momencie gdy z jej powierzchni można obserwować Księżyc w nowiu, w zasadzie cała niewidoczna część Srebrnego Globu zalana jest światłem słonecznym. Przez mieszkańców błękitnej planety postrzegana jest jednak jako ta niewidoczna i niejako ciemna. Podobnie jak reszta powierzchni poorana jest kraterami po meteorytach, ma jednak o wiele więcej wzgórz niż równin.
Krater Ciołkowskiego wyraźnie odróżniał się od reszty krajobrazu. Umieszczone w dolnej części lekko trójkątnego kształtu zabudowania chińskiej księżycowej stacji badawczej w porze nocnej jarzyły się delikatnymi światełkami, w porze dziennej rozmieszczone dookoła panele słoneczne skrzyły się od odbić promieni Słońca. Stosunkowo nowa stacja z daleka wydawała się nieskazitelna, z mniejszej odległości na kopułowatych budynkach można było zauważyć liczne niewielkie wgniecenia, jak i gdzieniegdzie zalepione łatami dziury po mikrometeorytach, cały czas bombardujących pozbawione ochronnej warstwy atmosfery ciało niebieskie.
Zabudowania miały kolor tylko nieco jaśniejszy od pyłu, jaki zalegał na podłożu, na którym zostały zbudowane. Jedyne kolorowe akcenty stanowiły wielkie godło Chin namalowane na czubku głównego budynku stacji oraz krzyże lądowisk statków transportowych umieszczone w trzech skrajnych punktach terenu zajmowanego przez bazę. Dwa z nich były zresztą przesłonięte przez parkujące tam obecnie statki, trzecie natomiast, będące lądowiskiem zapasowym, przyprószył lekko szary, drobny regolit. Podobnie malunek na głównej kopule stacji, pomimo swojej wielkości, nie odcinał się tak mocno, jak by można się spodziewać, od reszty powierzchni. Żółte obramowanie, gwiazdy oraz pałac Zakazanego Miasta wyblakły nieco od ciągłego wpływu promieniowania kosmicznego, czerwień zaś straciła swój blask na skutek pokrycia się pyłem, którego usuwaniem nikt nie zaprzątał sobie głowy. W efekcie stacja wyglądała z zewnątrz na dużo starszą niż pięć lat, które sobie liczyła.
Pięć kopuł, na które składały się połączone w trójkąt kwatery mieszkalne i laboratoria oraz oddalone nieco, nieposiadające tunelów transportowych magazyny, stanowiło drugi już przyczółek Państwa Środka w kosmosie. Pierwszym była baza orbitalna krążąca dookoła błękitnej planety od 2021 roku i cały czas systematycznie rozbudowywana. Początkowo stanowiła ona wyłącznie przystanek przeładunkowy dla założonej rok później stacji księżycowej, natomiast po osiągnięciu pełnej zdolności operacyjnej tej drugiej została przekazana całkowicie władzom wojskowym. Krater Ciołkowskiego na odwrotnej stronie Księżyca stał się natomiast najbardziej prestiżową jednostką Chińskiej Akademii Nauk, do której ściągano nie tylko naukowców z Państwa Środka, ale również sławy z całego świata, które w zamian za sowite, nieopodatkowane wynagrodzenie oferowały swój wkład w chińską myśl techniczną.
Kraje macierzyste naukowców współpracujących z Chinami nie powinny być oczywiście zachwycone takim rozwojem wypadków. Zdawały się mieć jednak podobne klapki na oczach, jak na początku drugiego dziesięciolecia XXI wieku, kiedy traktowały Państwo Środka jako gracza drugiej ligi, pozwalając mu jednocześnie na stopniowe uzależnianie reszty świata od chińskiej produkcji. Poskutkowało to wysokim poziomem zależności ekonomicznej dotychczasowych potęg ziemskich, co było zbieżne z dążeniami Pekinu, aby dołączyć do klubu światowych mocarstw, a w dłuższej perspektywie zacząć pełnić rolę przywódczą na arenie międzynarodowej. Chiny inwestowały więc ciągle w rozwój produkcji i przejmowanie kolejnych gałęzi przemysłu, generując coraz większe zapotrzebowanie na energię. Energię, której wytwarzanie za pomocą tradycyjnych, kopalnych paliw stawało się niewystarczające, i to nawet przy stopniowym zwiększaniu efektywności. Również odnawialne źródła nie były w stanie zaspokoić głodu energetycznego, a ponadto ekonomicznie okazały się mniej opłacalne. Stąd priorytetem dla rozwoju naukowego stało się poszukiwanie alternatywy. I właśnie ten cel został wyznaczony jako główne zadanie księżycowej stacji badawczej. Po miesiącach prób z różnymi nowymi minerałami znalezionymi na Srebrnym Globie, jak i pozyskanymi z przelatujących w pobliżu innych ciał niebieskich pod koniec roku 2025 nastąpił przełom.
W kraterze Thomsona wykryto uderzenie meteorytu, który już wcześniej został namierzony i monitorowany przez obserwatoria znajdujące się na terenie Chin i Australii. Szczególne zainteresowanie tym konkretnym meteorytem, biorąc pod uwagę miliony tego rodzaju skał znajdujących się w bezpośredniej bliskości od Ziemi i jej satelity, spowodowane było jego strukturą. Meteoryt wyglądał bowiem jak gęsto siatkowana kula o nieco nieregularnym kształcie. Zbudowany z mieszanki metali o silnych właściwościach magnetycznych, emitował promieniowanie o analogicznym spektrum co Słońce, ale o nieporównywalnie niższym natężeniu. Siła promieniowania była jednak na tyle duża, że dało się je wykryć nie tylko przez orbitalne, lecz nawet ziemskie anteny. Sugerowało to obecność źródła energii uwięzionego w pajęczynie ferromagnetycznych elementów szkieletu ciała niebieskiego.
Meteoryt poruszał się torem kolizyjnym z Księżycem, co zaowocowało jego upadkiem właśnie w kraterze Thomsona, relatywnie niedaleko od chińskiej stacji. Wskutek braku atmosfery na ziemskim satelicie oraz wysokiej odporności połączonej z dużą elastycznością materiału, z którego meteor był zbudowany, struktura obiektu nie uległa znaczącym zniszczeniom. Po prostu uderzył w powierzchnię Księżyca, odbił się od niej jak piłka i ściągany niewielkim księżycowym polem grawitacyjnym upadł w obrębie krateru. Chińczycy natychmiast po potwierdzeniu upadku wysłali na miejsce ekspedycję mającą na celu odzyskanie obiektu. Po odczytach zarówno z obserwatoriów ziemskich, jak i z chińskiej bazy orbitalnej, której orbita została specjalnie zmodyfikowana w celu uzyskania jak największej ilości danych, spodziewali się odnaleźć źródło energii, które mogłoby być odpowiedzią na ich problemy. Wysiłek ten nie poszedł na marne. Obiekt został przetransportowany do bazy, a po dokładniejszych badaniach w jego centrum wykryto skupioną energię nieznanego pochodzenia, uwięzioną w ferromagnetycznej klatce. Z racji wyglądu przypominającego bardziej ożywiony płatek śniegu aniżeli kulę, jaką było Słońce czy inne gwiazdy, źródło to nazwano „Iskrą”. Odnalezienie obiektu zbiegło się w czasie z zakończeniem współpracy w dziedzinie elektromagnetyzmu pomiędzy Chińską Republiką Ludową a Federacją Rosyjską. Całość badań, jak i wydaleni ze stacji nad jeziorem Nałyczewo naukowcy zostali przeniesieni do bazy księżycowej, gdzie przebywając na rotacyjnych turach, kontynuowali swoje badania nad wykorzystaniem elektromagnetyzmu w celu pozyskiwania energii. Połączenie działań największych autorytetów naukowych z dziedziny astronomii, energetyki oraz elektromagnetyzmu pozwoliło na odtworzenie „pułapki magnetycznej”, jaką stanowił znaleziony meteoryt, i przeniesienie do nowo zbudowanego urządzenia „Iskry”. Otworzyło to nowy rozdział w dziedzinie badań nad nieznanym i, wydawałoby się, nieskończonym, niewymagającym zewnętrznego paliwa źródłem energii.