DOCUMENT_ID // Nowa „Szklana Pułapka” od Netflix? Sprawdziłem, czy „Kontrola bezpieczeństwa” dowozi.

Filmowy prezent od Netfliksa już na ekranach. "Carry-On" to sprawny thriller, który niepotrzebnie walczy z cieniem "Szklanej Pułapki". Odkryj, dlaczego rewelacyjny czarny charakter to za mało, by stworzyć nową filmową tradycję.

Nowa „Szklana Pułapka” od Netflix? Sprawdziłem, czy „Kontrola bezpieczeństwa” dowozi.

Nadeszły Święta, więcej czasu, warto nadrobić zaległości...

Tak, przyznaję się, jak spojrzałem na datę ostatniego posta, wstyd mi się zrobiło - ale cóż, nie będę się tłumaczył, bo dobrej wymówki nie mam 🙂 Niemniej jednak wracam do nieco bardziej regularnego dzielenia się spostrzeżeniami czy ciekawostkami - a czasami również (tak jak dzisiaj) również opiniami.

Zaległości miałem nie tylko w postach, ale również w filmach czy serialach. Książki idą raczej w stabilnym tempie - zarówno czytanie, jak i pisanie - na efekt finalny tego drugiego jednak trzeba będzie jeszcze chwilę zaczekać, ale najnowszej powieści nie zarzuciłem - cały czas powstaje.

Nie o książkach jednak dzisiaj, a o zaległościach filmowych - czy może raczej o nowości, jaką uraczył nas niedawno Netflix, specjalnie w ten świąteczny czas. "Kontrola bezpieczeństwa", czy w oryginale "Carry-On" to film w sam raz na Święta, bo dzieje się właśnie w tym czasie no i... no właśnie, to jest chyba największe przekleństwo tego tytułu: został on już niejednokrotnie ogłoszony "godnym następcą Szklanej Pułapki", czyli filmu niedawno okrzykniętego trzecim najważniejszym filmem świątecznym.

Dlaczego uważam, że tytuł sukcesora kultowej opowieści o sierżancie detektywie Johnie McLane'ie jest niezdrowy dla "Kontroli Bezpieczeństwa"? No cóż, bo najnowszy tytuł, dziejący się na lotnisku LAX (Los Angeles International Airport), w którym wcielający się w rolę młodego agenta TSA Taron Egerton stara się wygrać niebezpieczną rozgrywkę z portretowanym przez Jasona Batemana złoczyńcą jest w gruncie rzeczy nienajgorszy. Co więcej, jako samodzielny film, bez dodatkowych konotacji czy porównań do klasyków można byłoby go nawet uznać za całkiem udany. Ma oczywiście kilka nieścisłości czy żenujących momentów, główny bohater jest bardzo słabo zarysowany (nie wspominając o jego dziewczynie, która usiłuje również się pojawić w opowieści, ale niestety pojawia się jedynie na ekranie), ale już pierwszy złol jest rewelacyjny - według mnie najlepsza postać w filmie, mogąca z powodzeniem stanąć w szranki z Alanem Gruberem, pułkownikiem Stuartem, Simonem Gruberem, z pewnością przewyższając Thomasa Gabriela (o Wiktorze Czagarinie nadal staram się zapomnieć). Mógłbym nawet powiedzieć, że początkowa akcja, gdzie nasz agent Ethan Kopek otrzymuje instrukcje za pośrednictwem słuchawki w uchu może być porównywana do tak samo niezapomnianej, co nietypowej (bo niemal wyłącznie głosowej) roli Kiefera Sutherlanda w "Telefonie" (oryg. "Phone Booth").

Jednak, jak wspominałem wcześniej, "Kontrola bezpieczeństwa" wydaje się aspirować do miana następcy "Szklanej Pułapki", a to według mnie nie może się udać. Nie dlatego, że "Die Hard" miał lepszą, bardziej złożoną czy wysmakowaną fabułę... Poziom realizmu czy złożoności tutaj jest bardzo podobny... Z tą jednak różnicą, że film z Willisem miał właśnie Willisa w najlepszej swojej filmowej formie z "Yippee-ki-yay, *&%$@*!" równie kultowym, co "I'll be back" Scharzeneggera czy "I love the smell of napalm in the morning" Roberta Duvalla. W "Die Hard" był klimat, dzięki któremu można było mu wybaczyć nielogiczności czy naciągany heroizm samotnego policjanta przeciwko zadawałoby się perfekcyjnie wyszkolonej i przygotowanej grupie terrorystów. "Kontrola bezpieczeństwa" tego klimatu nie ma - nie wystarczy bowiem powiedzieć, że akcja dzieje się w święta, ustawić kilka dekoracji i przyjąć, że to się sprzeda samo. Nie ma również dialogów czy też monologów głównego bohatera, które w przypadku "Szklanej Pułapki" ustępują chyba tylko tekstom z "Ostatniego Skauta", nota bene również granego przez Willisa.

Czy zatem "Kontrolę bezpieczeństwa" warto obejrzeć? Tak, bo jak pisałem, nie jest to zły film... Nie spodziewajmy się jednak kultowego dzieła, które miałoby zająć miejsce, lub nawet stanąć obok "Szklanej Pułapki" wśród filmów świątecznych, które powtarzamy sobie co roku. Podchodząc do seansu jako stricte akcyjniaka - będziemy się dobrze bawić. Jednak jeśli chcemy coś kultowego, świątecznego, niezapomnianego - "Kevin..." chyba bardziej się sprawdzi... Choć dla mnie, osobiście filmem najbardziej klimatycznym są jednak święta w wykonaniu Clarka Griswalda (w tej roli jeden z chyba najlepszych aktorów komediowych - Chevy Chase) czyli "National Lampoon's Christmas Vacation" (polskich tłumaczeń tytułu przez grzeczność nie przywołam - było ich kilka, ale większość na poziomie "Elektronicznego Mordercy").

Autor wpisu

O AUTORZE

Autor thrillerów z elementami science-fiction oraz powieści z nurtu military hard SF. Na blogu analizuje punkty styku technologii, współczesnej obronności i warsztatu literackiego, stawiając na realizm operacyjny i logikę w każdym aspekcie twórczości.